Rozdział 15
Chłopcy poszli od razu do pokoju Key. Chcieli porozmawiać, ale ich plany pokrzyżowali oni sami. Jonghyun tak się stęsknił za Kim'em , że nawet nie pozwolił mu dojść do słowa zaczynając go całować. Po chwili znaleźli się na łóżku. Nie mogli się powstrzymać. Pomimo, że brakowało im oddechu nie mogli się od siebie oderwać. Tak bardzo się kochali. Minął nie cały dzień, a czuli się jakby nie widzieli się z przynajmniej rok. Dla obojgu było to dziwne uczucie, ale ich radość sięgała zenitu gdy tylko mogli się do siebie zbliżyć. Po chwili usłyszeli:
-Kibum.!!-wołała mama Key.
Rodzice Kim'a wrócili z biura. Chłopcy szybko się ogarneli i siedli na kanapie jak gdyby nigdy nic.
-Dzień dobry.-ukłonił się jJong gdy do pokoju weszła pani Kim.
-Dzień dobry,nie wiedziałam,że masz gościa.-odpowiedziała kierując swój wzrok na zmieszanego Kibum'a.
-Nie szkodzi..-odezwał się.
-I tak już wychodziłem.-wtrącił się Dino
-Nie zwracaj uwagi na mnie. Nie musisz wychodzić, ja właśnie idę do siebie, więc zostań.
-Może innym razem..Na prawdę muszę już iść.
Mama Key już wyszła. Chłopcy zostali sami. Kibum bardzo nie chciał by Jonghyun już wracał do domu. Tak bardzo mu brakowało z nim rozmowy.
-Zostań jeszcze. Proszę. - po powiedzeniu tego pocałował chłopaka.
-Na prawdę muszę już iść. Mama może się niepokoić, nie powiedziałem jej gdzie idę.
-Skoro naprawdę musisz iść. W takim razie może Cię odprowadzę?
-Mógłbyś?
-No jasne. Głupie pytanie. Przecież mieliśmy porozmawiać.
Jonghyun usiadł na łóżku i czekał aż jego przyjaciel wybierze odpowiednie ubrania.Minęło dziesięć minut,a chłopak jeszcze nie zdecydował się co ma na siebie włożyć. Dino go pośpieszał,ale nie przynosiło to żadnych skutków. W końcu zdenerwował się i wyszedł.
-Yaaa! Gdzie idziesz?- wybiegł za nim Key.
-Mówiłem Ci, że muszę już iść a ty się ruszasz jak ślimak. Nie mogłem już dłużej czekać. Muszę iść.
-Dobrze. Dobrze, pójdę z Tobą.-odpowiedział
-Nie musisz. Pójdę sam. Idź. Przecież wygląd jest ważniejszy ode mnie! Zawsze tak było. Po co Ci ktoś taki jak ja? Skoro masz tonę ubrań. Idź otwórz swoją szafę, a mnie zostaw w spokoju. Nie chce na razie z Tobą rozmawiać.
-Jak możesz tak mówić? Przecież doskonale wiesz że to nie jest prawda.
-No właśnie widziałem. Jakbym wiedział, że ciuchy są ważniejsze to bym Ci je kupił, a tak to musiałeś patrzeć na mnie.Czy Ty mnie w ogóle kochasz?! Przepraszam za swój egoizm.Do widzenia.
-Jonghyun!!!
Wołania Kim'a nic nie pomogły i jJong odszedł jak gdyby nigdy nic. Był na niego wściekły. Po części na siebie też, przecież nie musiał tak na niego krzyczeć. Zaczęły go dręczyć wyrzuty sumienia. Postanowił że jednak nie pójdzie do domu, lecz do parku. Siedział tam i myślał nad tym dlaczego tak zrobił. Nie musiał mu tak dużo mówić. Wie że jego słowa były zbyt ostre. Wyobrażał sobie jak musi się teraz czuć jego chłopak. On czuł się okropnie, więc co z Key?.....
***
Onew nie wiedział dlaczego się tak czuje, gdy widzi Minho i Taemin'a razem. Czyżby coś czuł do jednego z nich? Minho? Taemin? Przecież to nie możliwe. Ze względu na bliskość tej dwójki i ich szczęście nie chciał czuć czegoś takiego. Przecież to przyjaciele. Jakby mógł zepsuć coś takiego. Dla niego było to do nie pomyślenia. Czuł się z jednej strony strasznie zmieszany, a z drugiej czuł jakieś dziwne ciepło. Postanowił, że przez kilka dni nie będzie się widywał z chłopakami pod pretekstem, że jest chory, a potem zobaczy czy mu przeszło, czy może nadal będzie odczuwał to powoli paraliżujące ciepło. Chciał sprawdzić w obecności, którego z chłopaków czuję się lepiej ( jeżeli faktycznie miałby któregoś z nich kochać), a by potem móc go na jakiś czas unikać i pozbyć się tego uczucia.
***
Minho leżał w łóżku i czytał jego ulubioną książkę.Książkę,którą czytał jak coś go smuciło.Jego ojciec jest przeciwny temu,żeby Choi śpiewał i tańczył.Chciał,żeby jego syn został sportowcem tak jak on,lecz Minho chciał robić to co on lubi i w czym czuje się najlepiej.
Jego tata nie rozumiał jak czuję się Minho stojąc na scenie.Mama chłopaka chciała,żeby spełniał swoje marzenia,ale nie chciała sprzeciwiać się woli swojego męża.
***
Taemin siedział u siebie w pokoju. Odrabiając lekcje. W jego głowie ciągle siedziały dwie sprawy : Minho i ich dzisiejszy koncert. Był strasznie podekscytowany wygraną . Przecież myślał że to na pewno się nie wydarzy.
A druga rzecz Choi. Tak dobrze czuł się w jego obecności. Chyba coraz bardziej go kochał. Nie był tego pewny. Miał ochotę spotkać się z chłopakiem, ale niestety nie mógł. Wiedział bowiem, że tata Minho nie pozwoli mu dzisiaj wyjść z domu. Więc jedyną okazją jak na razie będzie szkoła.
***
Jego serce bolało jeszcze bardziej. Chciał napisać do Key ale nie bardzo miał odwagę. Bał się że chłopak go odrzuci po tym co mu powiedział, że nawet nie będzie chciał przeczytać wiadomości. Postanowił jednak to zrobić.
JONGHYUN: Key. Przepraszam. Nie wiedziałem co wtedy mówię. Zachowałem się jak totalny kretyn. Przepraszam. Wiem pewnie nie chcesz ze mną rozmawiać. Nie musisz odpisywać. Ważne jest, żebyś to przeczytał. Kocham Cię, naprawdę nie chciałem tego powiedzieć. Nie mam ochoty nawet na siebie patrzeć. '
KEY: Jonghyun....
JONGHYUN: Przepraszam. Jeżeli nie chcesz już ze mną być to powiedz.
Niestety na tą wiadomość Kim nie dostał już odpowiedzi. Nie ma słów, by opisać co wtedy czuł. Strasznie? Okropnie? Beznadziejnie? Nie. Żadne z tych słów nie wyrażało jego obecnego stanu. Co miał zrobić? Musiał nad tym pomyśleć. Nawet nie miał zamiaru wracać do domu. Siedział na ławce w parku wpatrując się w pustą przestrzeń. Łzy leciały mu z oczu jeszcze bardziej. Czasami brakowało tchu. Ręce trzęsły się. A większość ciała odmawiała posłuszeństwa.
***
Key siedział na łóżku zupełnie tak jakby go tam nie było. Nawet nie płakał, ale pomimo tego w jego sercu płonął żar. Był wściekły i załamany. Nie mógł wyobrazić sobie jak miałby teraz poradzić sobie bez jJong'a . Przecież to jego świat. On, i nic po za nim. Ale słowa, które od niego usłyszał..... tak bardzo zakuły go w serce. Po przeczytanoiu wiadomości od Jonghyun'a jednego był pewien....nie zostawi chłopaka. Nie był w stanie mu już tego napisać. Po pewnych czasie z jego oczu wypłynęła fala łez. Bardziej niż na swojego kochanka, wściekły był na siebie, że nie potrafił w krótszym czasie się wybrać z domu. To nie była prawda, nigdy nie stawiał swojego wyglądu ponad Jonghyun'a . Dlatego tak bardzo go to bolało.
***
Jonghyun po pewnym czasie wstał z ławki i poszedł przed siebie. Nie do końca wiedział gdzie idzie. Jego oczy nadal wypełnione były łzami, więc obraz przed nim tracił wyrazistość. Szedł przez dłuższy czas, aż zorientował się, że nie wie gdzie jest. Teraz już chciał wracać do domu, ale nie pamiętał z której strony przyszedł, bo jego głowa była wypełniona tylko i wyłącznie Key. Przyzwyczajał się do myśli, przynajmniej próbował, że bardzo możliwe jest, że od tego momentu będzie sam, że Key już nie będzie chciał go widzieć. Nagle dostał wiadomość:
KEY: Jonghyun, gdzie Ty jesteś???!!! Twoja mama do mnie dzwoniła, że nie ma Cię w domu.! Co Ty wyprawiasz? Wracaj szybko do domu. Proszę Cię!
***
Key po otrzymanym telefonie szybko wybiegł z domu by szukać chłopaka. Najpierw sprawdził pobliski park, ale tam go nie było.
JONGHYUN: Key, przepraszam. Nie mogę wrócić do domu, dopóki mi nie wybaczysz. Nie mogę tam iść ze świadomością, że Ciebie, że nas już nie ma.
KEY: Jonghyun!!! Ty głupku!!!
Key biegł ile sił w nogach. Szukał go już ponad godzinę. Pomimo tego, że jego nogi okropnie bolały, a płucą coraz trudniej było złapać oddech, nie przestawał biegać i szukać. Przeszukał już wszystko w najbliższej okolicy. Została tylko jedna uliczka, która prowadzi na polanę niedaleko stawu. Kibum miał nadzieję, że Jonghyun tam nie poszedł. Była to przecież jedna z najciemniejszych części miasta nocą, a co za tym idzie bardzo łatwo się tam zgubić.Nie było tam żadnych latarni oświetlających drogę, a po za tym było tyle małych zakątków, dróżek. Kim nie zważał na nic tylko pobiegł w tamtą stronę. Szukał, oglądał się na boki. Wołał. Aż w końcu go zobaczył. Siedział skulony nad brzegiem wody. Chyba płakał. Key nie był w stanie tego ocenić ponieważ stał w dużej od niego odległości. "Tu jesteś skarbie" pomyślał i pobiegł w stronę chłopaka.
- Jonghyun!!- wykrzyczał na cały głos.

Niech się pogodzą ! Bo się poryczę *.*
OdpowiedzUsuń